Wykończenie mebli warsztatowych.

Wykończenie mebli, to wbrew pozorom nie tylko kwestia estetyki, choć sama estetyka jest mimo wszystko istotnym zagadnieniem i to nawet wtedy, gdy mówimy o meblach warsztatowych. W końcu w warsztacie też chcemy czuć się możliwie komfortowo, szczególnie gdy spędzamy tam swój wolny czas. Wykończenie pełni jednak również kilka innych funkcji. Po pierwsze zabezpiecza ono materiał przed wilgocią, ale również brudem oraz innymi niekorzystnymi czynnikami, na które meble warsztatowe są bardziej narażone, niż meble domowe. Po drugie, kwestia zmiennej wilgotności oraz temperatury nie jest tu może tak dotkliwa jak przy meblach ogrodowych, ale jednak nie można jej pomijać. A co zrobić, by nasze meble posłużyły nam możliwie długo i bezawaryjnie? Ja zdecydowałem się na wykończenie mebli olejem. Jeśli interesuje Was jak wykończyć swoje (niekoniecznie warsztatowe) meble lub inne przedmioty drewniane i drewnopochodne, to zapraszam do dalszej lektury.

Słowem wstępu

Jeśli wydaje się Wam, że wykończenie olejem sprowadza się do samego naniesienia oleju, to macie rację, wydaje Wam się 😉

Zanim przejdziemy dalej chciałem zwrócić uwagę, że proces wykańczania nie jest ani skomplikowany ani nie angażuje dużo naszego czasu, ale łącznie jednak, czasu wymaga sporo. I to paradoksalnie tym więcej, im mniejszy mamy warsztat, a dokładniej im mniej mamy wolnej powierzchni warsztatowej. Zapytacie dlaczego? Zaraz wszystko się wyjaśni.

U mnie, jak widać, powierzchnia wolna, jest wyjątkowo niewielka, a samochód skutecznie wypełnia większość tej powierzchni.

Częściowo zdemontowane (celem wykończenia) meble też nie pomagają, ale jakoś trzeba sobie radzić.

Jak widzicie na różnym etapie, różne części nowego umeblowania warsztatu, musiały zostać zdjęte do wykończenia.

Wykończenie mebli – Przygotowanie powierzchni

Po zmontowaniu korpusów należy je wyszlifować. Można zrobić to od razu, ale wolałem się z tym wstrzymać i robić to w pewnym sensie na raty, bo tuż przed pokryciem olejem poszczególnych elementów. Dlaczego tak? Ano dlatego, żeby wyszlifowana powierzchnia nie zdążyła się zabrudzić. A dlaczego nie wykańczałem ich od razu po zmontowaniu szafki? Ponieważ te również powstawały na raty. Najpierw korpusy, następnie fronty, kolejne korpusy itd. Bo tu, znów kłaniają się dostępna przestrzeń i czas. Ale przejdźmy do konkretów.

Odrobina teorii

Dla ścierniw nasypowych, czy też powlekanych (z angielska coated) granulację oznaczono jej wartością liczbową z przedrostkiem P (P40, P60 itp.). Ogólna zasada mówi, że szlifując podwajamy granulację (ziarnistość) materiału ściernego przy kolejnych przebiegach. Stąd jeśli pierwszy szlif robimy papierem o ziarnistości P30, to drugi P60, a trzeci P120 itd. Tu jednak, jak to w życiu bywa, szkoły są różne i część źródeł zaleca nieprzeskakiwanie zbyt wielu pośrednich granulacji, czyli w powyższym przykładzie powinniśmy wedle tej zasady użyć jeszcze P80 lub P100.

Szlifowanie powierzchni

Sklejka brzozowa fornirowana, której użyłem do budowy mebli ma powierzchnię już fabrycznie szlifowaną z granulacją około P120, a więc pierwszego szlifu dokonałem używając krążków ściernych P220. A, co do samych krążków, to dla tego, że do większych powierzchni, jakimi są płaszczyzny, najwygodniej było mi użyć szlifierki oscylacyjnej.

Jak widać, samo szlifowanie takich powierzchni, to dość łatwa i szybka w wykonaniu praca. Natomiast, o wiele dłużej zajęło mi kilkukrotne przerzucenie zawartości szafek.

Na koniec każdego dnia pracy, musiałem też zadbać o przywrócenie funkcji parkingowej mojego warsztatu w garażu.

Niemniej korpus po korpusie, zmierzałem do szczęśliwego finału prac wykończeniowych.

I tak kolejne korpusy nabierały właściwego szlifu, a to wszystko z użyciem szlifierki oscylacyjnej, o stopie okrągłej (fi 125mm), …

… a mniejsze ich detale szlifowałem szlifierką oscylacyjną ze stopą trójkątną.

Szlifowanie krawędzi

Niby wszystko można wykonać kawałkiem papieru na klocku, ale jeśli jest czym, to szkoda czasu.

Za to papier na klocku, a jeszcze lepiej papier na gąbce dociśnięty klockiem, świetnie sprawdzi się do szlifowania krawędzi.

Fronty najłatwiej będzie wyszlifować, gdy zdemontujemy z nich okucia.

Nakładanie oleju

Wreszcie przyszedł czas na olej.

Pierwsza warstwa

Na początek, jako, że nie zamierzam zużyć od razu całego opakowania, to warto przelać niewielką jego ilość do osobnego pojemnika.

Olej będziemy aplikować za pomocą bawełnianej szmatki.

Rękawiczki pomogą nam nie tylko uniknąć zabrudzenia rąk, ale również zapobiegną zostawieniu niechcianych odcisków palców na powierzchni świeżo pokrytych olejem elementów.

Warto również zawczasu przygotować miejsce, w którym nasze elementy będą mogły spokojnie wyschnąć, bo co prawda suche w dotyku będą w miarę szybko, ale z drugą warstwą powinniśmy zaczekać około 12 godzin (a przynajmniej tyle zaleca producent oleju, którego użyłem).

Przed nałożeniem drugiej warstwy, należy też ponownie (choć tym razem już tylko bardzo delikatnie) przeszlifować całą powierzchnię. Tu dobrym wyborem jest włóknina ścierna, o bardzo drobnej granulacji. Ja użyłem P1500.

Druga warstwa

Sposób nakładania drugiej warstwy, w zasadzie nie różni się od tej pierwszej. Dodam, że w obu przypadkach nadmiar oleju powinniśmy zetrzeć praktycznie do sucha.

Możemy zrobić to wręcz drugą, suchą szmatką, ale jeśli nie przesadzimy z aplikowaną ilością, to nie musi być to konieczne.

U mnie samo schnięcie korpusów następowało po części wtedy, gdy były one już zawieszone na ścianie. Tyle, że nie dociskałem ich do siebie, żeby boki również swobodnie wyschły.

Z frontami tak już nie chciałem ryzykować i schły rozłożone, gdzie tylko się dało.

Oczywiście tu też były dwie warstwy i szlifowanie włókniną po pierwszej z nich.

Wykończenie mebli warsztatowych – Efekt końcowy

Wykończenie, nawet jeśli jest to tylko wykończenie mebli warsztatowych, to czasochłonny proces, chyba, że nie zależy nam na końcowym efekcie. Mnie zależało i myślę, że jest on warty włożonego wysiłku.

To „tylko” meble warsztatowe. Jednak i one mogą być nie tylko funkcjonalne, ale i cieszyć nasze oko.

Długo szukałem czym wykończyć te meble tak, żeby efekt był naprawdę subtelny. Myślę, że mi się to udało, bo na pierwszy rzut oka jest to surowa sklejka. Dopiero kolejne, uważniejsze spojrzenie, pozwala zauważyć delikatny połysk.

Całość jest przy tym jasna i optycznie powiększa mój warsztat. To też jest na plus w tak niewielkiej przestrzeni.

Smaczku dodaje także złożenie fornirów na frontach szafek.

Natomiast samo wpasowanie nad blat roboczy i cokół nad wiertarką, stanowią optyczne zamknięcie całości.

Jak widać nad dodatkowym blatem roboczym, pojawił się również dodatkowy regalik. Ale o tym już następnym razem.

A na koniec jeszcze…

Szczypta informacji produktowej

Zazwyczaj staram się nie reklamować materiałów, których używam. Czasem jednak, kiedy używam czegoś, co w moim warsztacie jest nowością, to pozwalam sobie, na zrobienie wyjątku i wskazanie konkretnych produktów, bez których uzyskanych efektów bym nie osiągnął (a przynajmniej tak w tym przypadku uważam).

Gdybyście byli zainteresowanie konkretnie takim efektem, to śmiało mogę polecić olej, którego użyłem, czyli Hesse INVIPRO-OIL OE 52860.

Kolejna rzecz, na którą chciałem zwrócić uwagę, to materiały ścierne. Te, których użyłem, to głównie produkty firmy Mirka, z którymi też zetknąłem się w swoim warsztacie po raz pierwszy, ale z pewnością pozostaną ze mną na dłużej, bo jestem z nich bardzo zadowolony (a i zakupiłem ich spory asortyment) więc nie raz jeszcze zobaczycie je w moich realizacjach. Szczególnie przypadły mi do gustu włókniny Mirlon, których użyłem do ostatecznego szlifu.

Myślę, że jak kiedyś nadarzy mi się jeszcze okazja, to chętnie sprawdzę empirycznie również inne produkty obu producentów. A, ponieważ wciąż staram się rozwijać w swoim warsztatowym hobby, to pewnie się uda.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (7 votes, average: 4,00 out of 5)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.