Nowy „mieszkaniec” w garażu, czyli „system wspomagania parkowania”

Życie to ciągłe zmiany. Czy się nam to podoba, czy nie, zmiana jest naturalnym elementem naszej egzystencji. Gdyby nie potrzeba zmiany, to nadal mieszkalibyśmy w jaskiniach (pod warunkiem, że schodząc z drzew byśmy tam zamieszkali). Nie trzeba z tym walczyć, odsuwać w czasie, kontestować… Trzeba zmierzyć się z sytuacją i spróbować się w niej odnaleźć. Ale do rzeczy…

Że zmiana samochodu kiedyś nastąpi, to było więcej niż pewne. Ale, że będzie on jeszcze większy od tego, który wchodził tu na styk, to się nie do końca spodziewałem. Pod gabaryty poprzedniego (również niemałego) samochodu był projektowany stół warsztatowy oraz planowane zagospodarowanie całej powierzchni garażu podczas jego adaptacji na potrzeby warsztatowe. Koszmar? No nie aż tak źle, ale już pierwsze próby zaparkowania wskazywały, że „mój mały autobus” zmieści się tu dopiero po pewnych przeróbkach i to raczej z precyzją „na żyletkę”.

Pierwsze podejście

Byłoby dużym niefartem w pierwszych dniach obdrapać, poobijać, czy pogiąć jeszcze pachnący nowością pojazd. Nie uważam się za kiepskiego kierowcę, ale parkowanie tak bardzo na styk samochodu, którym jeździ się dopiero kilka godzin w moim mniemaniu byłoby ułańską fantazją i skończyło by się w warsztacie lakierniczym o ile nie blacharskim. Ale od czego są czujniki parkowania? Hmm, nie wiem z jakimi mieliście do czynienia, ale ja nie spotkałem takich, które byłyby tu wystarczająco precyzyjne, żeby im zaufać w takiej sytuacji. To autko ma je całkiem niezłe i z tyłu i z przodu. Tyle, że po wjechaniu do garażu hałasują już przy mijaniu drzwi, a później w zasadzie utwierdzają w przekonaniu, że już dalej nie powinienem wjeżdżać.

Jako, że nie tylko drewno jest mi bliskie, postanowiłem sięgnąć po kilka innych zdobyczy techniki. Jak mawia mój znajomy: „nowoczesność w domu i w zagrodzie”. W związku z bardzo ograniczoną widocznością zza kierownicy zdecydowałem się na prowizoryczne umieszczenie dwóch kamer w newralgicznych miejscach i wspomaganie się widokiem z nich przy pierwszej próbie dojechania do samego stołu. Cel był prosty: zobaczyć, czy to się tam w ogóle da zaparkować i zamknąć drzwi garażu.

Uważny widz dostrzeże, że wcześniej zdemontowałem ze stołu imadło oraz szufladę. Tak sobie pomyślałem, że głupio byłoby wkomponować je sobie w maskę. Przygotowałem też sobie dwa klocki pod przednie koła wykonane z solidnej kantówki. Tak wyposażony zdecydowałem się zobaczyć, co z tego będzie.

Z perspektywy kierowcy widać niewiele. Obraz z kamer wyświetlany na monitorze postawionym na stole był nie do przecenienia.

Jeśli uważacie, że przesadzam, to powyżej jest obraz z perspektywy górnej kamery, a poniżej zdjęcie spod blatu. Problematyczny nie jest dystans „do ściany”, a niebezpiecznie bliskie sąsiedztwo samego blatu i wspierających go belek.

Po empirycznym ustaleniu ostatecznej głębokości, na jaką trzeba wjechać, żeby dało się zamknąć garaż, klocki zostały przymocowane do podłogi i w ten sposób kamery stały się zbędne.

Szału nie ma, ale robi swoją robotę. Można bezpiecznie dojechać do klocków nie martwiąc się, czy nie wjadę dwa centymetry za głęboko i przywalę w stół, albo dwa centymetry za mało i nie zamknę drzwi. I w takiej wersji mój „system wspomagania parkowania” dotrwał do dziś, czyli równy tydzień.

Wersja ulepszona

Mówią, że lepsze jest wrogiem dobrego, ale dotychczasowe rozwiązanie od początku traktowałem jako prowizorkę. Ta okazała się być wyjątkowo trwałą, jeśli chodzi o sposób mocowania do podłogi. Użyte kotwy samo-rozporowe okazały się niemożliwe do wyciągnięcia (solidna brecha nawet ich nie ruszyła z miejsca) , a zostawienie klocków na stałe przymocowanych do podłogi, to duże prawdopodobieństwo wybicia sobie zębów lub inne mało przyjemne doznania.

Jakbyście kiedyś mieli podobny problem, to moje rozwiązanie okazało się skuteczne i szybkie. Od spodu nakładamy dużą nakrętkę (albo inny dystans), solidną podkładkę i całość dokręcamy nakrętką pasującą do gwintu. Przy słabszym materiale (np pustak) kotwa wyjdzie bez problemu w całości. Ja nie miałem co na to liczyć. Wylewka jest wyjątkowo solidna i z góry zakładałem, że urwę kotwę w najsłabszym miejscu, czyli w moim przypadku jakieś dwa centymetry poniżej poziomu podłogi (tam jest zauważalne przewężenie w konstrukcji kotwy).

Zostało jeszcze pozbyć się reszty, bo dokładnie w tym miejscu chciałem wywiercić większe otwory pod nowy sposób mocowania klocków. Wiertło do metalu trochę pewnie na tym ucierpiało, ale bez problemu udało się pozbyć reszty metalu i następnie rozwiercić beton do średnicy 15mm i na jakieś 120mm głęboko.

A tak wyglądają klocki po modyfikacji. Zostały przewiercone na wylot i w tak powstały otwór wbiłem rurkę aluminiową fi 15mm. Dzięki temu w „konfiguracji” warsztatowej można bez problemu w kilka sekund pozbyć się ich z podłogi. Ot i cały „system wspomagania parkowania”.

Imadło zamocowałem po prawej stronie stołu. Tam jest ono nadal wygodne w użycie, a nie zagraża już masce samochodu. Szuflada, jeśli ma wrócić na swoje miejsce musi zostać skrócona. Czy będę ją tam montował, czy znajdę dla niej inne miejsce, to jeszcze zobaczę.

Kamera widzi to tak i zapewniam, że szuflada byłaby o 3mm od maski. Przy okazji całego zamieszania z parkowaniem na styk postanowiłem, że kamery zostaną stałym wyposażeniem warsztatu.

Nie zamierzam korzystać z monitora, bo szkoda mi miejsca, ale podgląd z aplikacji na smartphone’a jest wystarczający, a może przy okazji będzie materiał na jakieś warsztatowe wideo.

Dla pełnego zobrazowania sytuacji dorzucam jeszcze dwa zdjęcia z boku.

Szału nie m, ale da się spokojnie wysiąść i nie poobijać drzwi. Listwy chroniące drzwi przed przypadkowym kontaktem ze ścianą nadal są na właściwej wysokości, choć poprzedni samochód był znacząco niższy.

Na  koniec jeszcze zdjęcie pokazujące powód całego zamieszania. Gdyby garaż był o 15-20cm dłuższy, to nie byłoby problemu. Ale nie byłoby też satysfakcji z wykonanej pracy jak i miejsca na „system wspomagania parkowania”.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading...

4 odpowiedzi na “Nowy „mieszkaniec” w garażu, czyli „system wspomagania parkowania””

  1. Pomyślałeś o wszystkim, najlepszym rozwiązaniem byłoby powiększenie garażu ewentualnie przy takich gabarytach auta przeniesienie warsztatu do samochodu (taki mobil warsztat ).
    Oczywiście potraktuj to jako żart !!!

    Ważnym jest to ,że nie zrezygnowałeś ze swoich pasji.
    Pozdrawiam Cię Wojtku …..

    1. Powiększenie tego garażu nie jest możliwe. Ale może uda się zamienić go na większy.
      Mobilny warsztat na furgonetce byłby ciekawym projektem do wykonania, dlaczego nie. Tyle, że do tego też potrzebny większy garaż. A na obecne gabaryty najlepszym rozwiązaniem byłby motocykl 😉

  2. Jakie kamery zainstalowałeś? Robię sobie mini warsztat w garażu oddalonym o kilometr od domu i myślałem o tego rodzaju monitoringu…

    1. Użyłem kamer i rejestratora Dahua. Z tych rozwiązań, które widziałem, te mają najlepszy (moim zdaniem) stosunek możliwości i jakości do ceny. Rejestrator ma wbudowany przełącznik z PoE i jedyne co musiałem dorzucić, to miniaturowy router bezprzewodowy. Jeśli interesują Cię konkretne użyte modele, to mogę sprawdzić przy najbliższej wizycie w warsztacie albo pogrzebać w historii zakupów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.