Start-Stop, czyli bezpiecznie i wygodnie w jednym

Dziś mój składany stół narzędziowy doczekał się kolejnego z dodatków, które od początku były w planie. Jest to jedna z tych rzeczy, które nie są może niezbędne, ale kiedy już są, to okazują się mieć bardzo dobry stosunek nakładów (zarówno kosztu materiałów, jak i poświęconego czasu) do uzyskanego efektu. Wyłącznik, tudzież przycisk Start-Stop, to naprawdę drobny dodatek, który podnosi jednocześnie bezpieczeństwo i komfort pracy z elektronarzędziami montowanymi pod stołem. Kucanie i zaglądanie pod blat, czy obmacywanie na oślep narzędzia zamontowanego pod blatem odeszły właśnie w niebyt. Teraz wystarczy sięgnąć do krawędzi blatu i włącznik jest w zasięgu palców. Wyłączyć pracujące urządzenie można jeszcze łatwiej, bo Stop jest „wyższy”. Intencjonalnie włączyć i w razie potrzeby szybko i pewnie wyłączyć – czyli dokładnie to, o co chodziło.

Sam wyłącznik, to koszt poniżej 20zł/szt. na znanym portalu aukcyjnym. Może i nie super mało, ale też i nie majątek. Palce uważam za raczej bezcenne, bo nie odrosną (a przynajmniej tak bym jeszcze w najbliższym czasie zakładał). Reszta kosztów zapewne w Waszych warsztatach tak jak i w moim jest pomijalna, bo pozostałe materiały są „do znalezienia” wśród zalegających pozostałości po innych pracach: przewód z wtyczką, gniazdo zasilające, cztery konektory samochodowe (do wyłącznika), parę kawałków (ścinków) drewna i jeden mały kawałek sklejki 3mm.

Mnie zależało na możliwie małych wymiarach całości, bo stół jest składany na ścianę i nie chciałem, aby po złożeniu od niej odstawał. Po wycięciu i dopasowaniu otworu na wyłącznik sklejka, będąca teraz panelem, została po obwodzie z trzech stron uzupełniona o „ścianki” boczne z klocków drewnianych. Elementy zostały połączone na klej i ściśnięte do jego wyschnięcia. Sam wyłącznik jest wyposażony w blokady, które mocują go w wyciętym otworze.

Z tyłu konstrukcję zamyka zestaw dwóch gniazd hermetycznych. Pierwotnie myślałem o jednym, ale podobno od przybytku głowa nie boli, a akurat znalazłem gniazdo podwójne (pozostałość po remoncie instalacji elektrycznej w warsztacie).

Całość została zamontowana po lewej stronie blatu, do kantówki stanowiącej wzmocnienie jego krawędzi, za pomocą dwóch wkrętów . Dlaczego po lewej? No cóż, prawa ręka w czasie pracy ma często bardziej zajmujące zadania, a lewą zazwyczaj w międzyczasie możemy śmiało przełożyć na wyłącznik.

Całość prezentuje się jak widać. Nie wchodząc pod stół, czy nie zniżając się zbytnio, nie ma nawet specjalnie problemu ze średnim dopasowaniem wielkości panelu do finalnej koncepcji podwójnego gniazda bezpośrednio „na plecach” wyłącznika. Następnym razem będzie bardziej elegancko. Zaletą takiej konstrukcji jest natomiast brak zbędnych (widocznych) przewodów między przewodem zasilającym całość, wyłącznikiem i gniazdami.

Pierwsze testy (z podłączoną lampą warsztatową zamiast elektronarzędzia) potwierdzają, że wybrane dla wyłącznika miejsce jest wygodne i nie przeszkadza w składaniu stołu. Na resztę uwag i ewentualne poprawki przyjdzie czas. Dziś miałem go na warsztat niewiele, toteż trzeba było znaleźć „projekt” na maksimum 2 godziny.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (2 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.