„Szuflandia” – ciąg dalszy nastąpił

Kolejny tydzień za nami. Od poprzedniej soboty mój szufladowy projekt czekał na ciąg dalszy, który w minioną sobotę wreszcie nastąpił. Poprzedni wpis zakończyłem zdjęciem frontu wyższej szuflady,  to i szufladą bieżący wpis zaczynam.

Z samych szuflad jestem raczej zadowolony. Może do ideału im daleko, ale wyszły całkiem zgrabnie. Wszystkie cztery sztuki zostały wykonane w ubiegłym tygodniu i wydawałoby się, że montaż to już tylko formalność. Nic bardziej mylnego.

Po pierwsze, typ prowadnic, który do nich wybrałem, delikatnie mówiąc,  nie jest najszczęśliwszym wyborem do tego typu zastosowań. Po drugie, przy ściankach bocznych wykonanych jako ramy z panelem nie jest łatwo cokolwiek zamontować w środku. A że prowadnice nie przewidują możliwości rozłączenia elementów, to już w tym scenariuszu spore wyzwanie. Trzeba było całe „moduły” wkładać do środka z szufladami. Pierwsze poszły dość gładko. Czwartej nijak nie mogłem zmieścić. Oczywiście mogłem całkiem zmienić koncepcję, przefrezować wpusty w bokach szuflad i zatopić w nich prawie całą głębokość prowadnic, robiąc miejsce na płaskie wstawki wewnąrz boków szafki. To nawet nie wyglądałoby źle, ale postanowiłem być uparty. To nie zawsze negatywna cecha.

Ostatecznie trzeba było rozkręcić szafkę i wyciągnąć jeden z bocznych paneli. To, plus dostęp od dołu, pozwoliły zamontować całą misterną konstrukcję, na której wspierają się szuflady. Całość zajęła bagatela cztery godziny, ale kto upartemu zabroni. Na błędach uczymy się więcej i szybciej.

I już koło południa szafka nabrała finalnych kształtów. Biorąc pod uwagę, że nadal nie jest w żaden sposób wykończona, daruję sobie sprawdzanie ile czasu minęło odkąd pilarka nie stoi już na fabrycznym stojaku.

A tak prezentuje się zmontowana w całość pilarka na szafce. Dodatkowe, regulowane podpory, są znacznie stabilniejsze niż kółka. Szczególnie, gdy do przecięcia mamy większe elementy. Największym, dotychczas rozcinanym elementem, była połowa arkusza (połowa czyli 1250mmx1250mm) sklejki 4mm. To całkiem nieźle, jak na taką niewielką pilarkę. Tym bardziej, że całą operację byłem w stanie wykonać samodzielnie, bez pomocy dodatkowej pary rąk.

Przy okazji szuflad, które w całości wykonane są tylko za pomocą połączeń klejonych, chciałem jeszcze poruszyć temat narzędzi nieodzownych przy klejeniu, czyli ścisków. Tych jak wiadomo nigdy nie ma zbyt dużo. A jak już trochę ich mamy, to wypadałoby mieć je pod ręką i poukładane. Najnowszy z kilku moich wieszaków na ściski wygląda jak widać na powyższym zdjęciu. Od pozostałych różni go i materiał i technika wykonania. Zamiast listwy drewnianej ponacinanej pilarką mamy tu sklejkę 18mm z wyfrezowanymi rowkami na ściski. Mam nadzieję, że sprawdzi się lepiej niż konstrukcje poprzednie, które potrafią pod obciążeniem pękać wzdłuż słojów.

Przy okazji zrobiłem porządek z najmniejszymi ściskami. Teraz wszystkie wiszą w jednym miejscu, a nie są poprzypinane gdzieś pomiędzy innymi narzędziami. Można też ściągnąć cały „wieszak” i mieć go pod ręką klejąc drobne detale.

Cały mój ściskowy kącik wygląda obecnie tak. Kilka dłuższych ścisków jeszcze by się przydało, ale ze ściskami już tak jest.

Na koniec wrzucam jeszcze poglądowe zdjęcie obecnego stanu mojego warsztatu. Z pewnością nie jest to wersja finalna, ale trzeba powoli, choć stanowczo dążyć do perfekcji. Z każdym kolejnym tygodniem pracuje mi się tu coraz wygodniej i przyjemniej, czego i Wam życzę.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (2 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.